Dzisiaj miała być pływająca wioska w pobliżu Siem Reap w planach i była chociaż mamy co do tej wycieczki bardzo mieszane uczucia. No wiadomo czasem można się miło zaskoczyć, a czasem wprost przeciwnie. Postanowiliśmy sami sobie ten wyjazd zorganizować. Zaleta taka, że załatwiliśmy wszystko w około 3 godziny. Wada no wyszło dość drogo. 10$ tuk tuk, który nas tam zawiózł i czekał na nas. Do tego bilety na łódkę 20$ od osoby plus 3$ od osoby opłaty za wstęp do wioski. Co było fajne to to, że mieliśmy łódkę z przewodnikiem tylko dla siebie.
rotating_baner
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kambodża. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kambodża. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 14 stycznia 2014
poniedziałek, 13 stycznia 2014
Co zmalował Suryavarman II?
W zasadzie to nie zmalował, a zbudował. Przez 30 lat kazał wznosić swoim poddanym coś co jest tak wielkie, że aż trudno w to uwierzyć. "Nic co do tej pory widziałeś nie przygotowało Cię na to co zobaczysz" takimi mniej więcej słowami wprowadza nas w opis Angkor Wat przewodnik Rough Guide. Jest w tym sporo prawdy. Teren tej świątyni jest gigantyczny. Od pierwszej bramy do właściwego centrum trzeba iść około 15 minut. Po dwóch dniach zwiedzania świątyń Angkoru możemy też powiedzieć, że ta świątynia jest też najlepiej ze wszystkich zachowana czy też odrestaurowana. Oto kilka zdjęć ze środka.
sobota, 11 stycznia 2014
Battambang
Jesteśmy już po wizycie w drugim największym mieście Kambodży, czyli Battambang. Nie jest to specjalnie turystyczne miasto, chociaż bardzo chce nim być. Jest zadziwiająco dużo hoteli. Wysokie budynki, które górują nad miastem po drugiej stronie rzeki wyglądały nam właśnie na wielkie hotele. Co ma do zaoferowania Battambang? Okazuje się, że całkiem sporo. Przede wszystkim jest bardzo kambodżańskie. Dzisiaj przyjechaliśmy do Siem Reap, czyli najbardziej turystycznego miasta Kambodży i to są zupełnie dwa różne światy. Jeżeli ktoś przyjedzie zobaczyć świątynie Angkoru i to będzie wszystko co zobaczy w tym kraju, to nie może powiedzieć, że widział Kambodżę. Naszym zdaniem po autentyczność należy jechać do Battambang. Czego nam się nie udało zobaczyć, to życia na wsi. Można sobie z tego miasta zrobić krótką wycieczkę do jakiejś okolicznej wsi, aby zobaczyć jak wyrabia się makaron ryżowy czy pastę rybną. No to niestety nas ominęło, ale za to mieliśmy fajną pół dniową wycieczkę z miłym tuk-tukowcem (niejakim Peter'eml) do innych ciekawych miejsc. Na pierwszy ogień mieliśmy okazję przejechać się bamboo train'em. Coś co teraz jest atrakcją turystyczną, a jeszcze niedawno dość prężnie funkcjonowało. W Kambodży w latach 80-tych takich bambusowych pociągów jeździło około 1000. Generalnie zasada jest taka, że po szynach porusza się platforma bambusowa z niewielkim silnikiem spalinowym. Całość jest bardzo lekka (bambus w końcu). Dzięki czemu gdy dwa takie pojazdy spotkają się na torze, to jeden z nich można błyskawicznie zdemontować i zdjąć z torów, pozwalając drugiemu przejechać.
środa, 8 stycznia 2014
Plażowanie
A gdzie teraz jest maluch? Smaży się na plaży w Sihanoukville. To największy kurort w Kambodży. To od razu widać jest tutaj bardzo turystycznie. Sporo hoteli, sporo restauracji i mnóstwo barów na plaży. Sama plaża może nie jest jakaś rewelacyjna, nie jest szeroka, trochę śmieci, ale piasek drobny i jest łagodne zejście do wody. Co jest natomiast rewelacyjne (zresztą dotyczy to całej Kambodży) to ceny. Mała dygresja, w Kambodży obowiązują dwie waluty stosowane wymiennie - kambodżańskie riele i amerykańskie dolary. Przy wypłacaniu pieniędzy z bankomatu zwykle można sobie wybrać jaką walutę chce się podjąć. Riele kambodżańskie mają sztywny kurs 4000:1 w stosunku do dolara. Trochę trzeba się nagłowić jak w sklepie połowę reszty wydadzą nam w dolarach, a połowę w rielach. Wracając do tego co tu najfajniejsze, czyli do cen, to np. po plaży chodzą panie z przenośnym grilem i za 3$ można sobie kupić 10 małych grilowanych kałamarnic (squid).
wtorek, 7 stycznia 2014
Tam gdzie pieprz rośnie
Kampot słynie z zachowanej kolonialnej architektury, ale słynie również z upraw pieprzu. To właśnie tu uprawia się pieprz uznawany za jeden z najlepszych na świecie. Nie znamy się na pieprzu, ale zarówno w daniach jak i prosto z krzaka smakował wybornie. Wynajętą taksówką odwiedziliśmy taką plantację pieprzu. Miły Pan (chyba właściciel) opowiedział nam trochę jak uprawiają tą przyprawę i na czym polega różnica między pieprzem białym, czarnym i czerwonym. Najdroższy jest właśnie czerwony. W marcu czy kwietniu jak są zbiory to z gron pieprzu wybiera się dojrzałe ziarna czyli te czerwone. Dlatego też jest on droższy bo trzeba to robić ręcznie, ziarnko po ziarnku. To co zostanie czyli zielone ziarna suszy się na słońcu. Dlatego między innymi pieprz z Kampot jest tak ceniony bo nie jest suszony maszynowo. Zielone ziarna podczas suszenia zmieniają kolor na czarny i tak oto powstaje pieprz jaki znamy. Natomiast, aby uzyskać pieprz biały to należy czerwone ziarna włożyć do gorącej kąpieli. To spowoduje, iż odpadnie z nich wierzchnia skórka. To co zostanie suszy się na słońcu podobnie jak czarny pieprz.
niedziela, 5 stycznia 2014
Tam gdzie kraby zimują
Zwykle spędzaliśmy w danym miejscu minimum dwa dni, wyjątkiem była Melaka w Malezji gdzie byliśmy tylko jedną noc. Tym razem też postanowiliśmy zrobić wyjątek i odwiedzić miejscowości Kep oraz Kempot i w każdej z nich zostać tylko jedną noc. Pierwsza słynie z doskonałych owoców morza. Natomiast Kampot nie ma sobie równych (i to nie tylko w Kambodży) jeżeli chodzi o jakość uprawianego pieprzu.
Jadąc do Kep trochę się obawialiśmy tego jak w tej miejscowości będzie. Mając w pamięci to jak niektóre ulice wyglądały w stolicy, na prowincji spodziewaliśmy gorszego obrazu. Dodatkowo podróż do Kep autobusem sama w sobie była niezłym przeżyciem. Kilkadziesiąt kilometrów za Phnom Penh skończył się asfalt i czasem potem się pokazywał , a czasem znowu znikał. A jak znikał to z kolei pojawiał się pył i to w takiej ilości, że kierowca musiał jechać bardzo powoli bo nic nie było widać.
piątek, 3 stycznia 2014
Phnom Penh
Dwa pełne dni zwiedzania Phnom Penh już za nami. Jutro żegnamy stolicę Kambodży i ruszamy na południe do nadmorskiej miejscowości Kep. Na razie o Kambodży możemy powiedzieć, że jest tutaj zupełnie inaczej niż w krajach odwiedzonych przez nas poprzednio. Jest zdecydowanie większa bieda. Co rusz ktoś do nas podchodzi i wyciąga rękę po parę groszy. W turystycznych barach też co chwilę ktoś usiłuje nam coś sprzedać. Bardzo często swoje towary oferują dzieci. Jak nawet na azjatyckie standardy jest brudno. Na ulicach zwłaszcza tych bocznych i mniejszych pełno jest śmieci. Inny temat to ruch uliczny. Jak ktoś Wam kiedyś powie, że w Azji w jakimś kraju przechodzi się 5 minut przez ulicę to prawie na pewno miał na myśli Kambodżę. Tutaj przejście na drugą stronę ulicy to poważne przedsięwzięcie. Przez jezdnię prawie non stop sunie nieprzerwany strumień motocykli, rikszy i samochodów. Mieliśmy takie momenty, że po kilku minutach stania ruszaliśmy na drugą stronę z sercem w gardle mając nadzieję, że ta mała wyrwa w ruchu ulicznym pozwoli nam się przedostać. To niewiarygodne, ale ludzie jakoś tu egzystują i to wszystko jakoś funkcjonuje. Po dzisiejszej przejażdżce tuk tukiem poza miasto do Pól Śmierci wiemy, że na drodze obowiązuje jedna reguła: brak reguł.
A co do zwiedzania jest w Phnom Penh? Trochę jest, ale dwa pełne dni w zupełności wystarczą żeby najważniejsze punkty zobaczyć. My zaczęliśmy od Wat Phnom, najstarsza świątynia w mieście. Od niej też wzięła się nazwa miasta.
A co do zwiedzania jest w Phnom Penh? Trochę jest, ale dwa pełne dni w zupełności wystarczą żeby najważniejsze punkty zobaczyć. My zaczęliśmy od Wat Phnom, najstarsza świątynia w mieście. Od niej też wzięła się nazwa miasta.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

