rotating_baner

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Laos. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Laos. Pokaż wszystkie posty

środa, 13 listopada 2013

Idą mnisi idą...

Wczoraj internet w naszym hotelu działać nie bardzo chciał dlatego dzisiejszy wpis będzie dwudniowy. Ciężko było, ale udało nam się zerwać przed 6 rano i zdążyliśmy zobaczyć poranną procesję mnichów. Wychodzą oni ze świątyń codziennie o świcie i boso w milczeniu przemierzają ulice Luang Prabang. Nie idą tak zupełnie bez celu. Każdy z nich niesie kubełek do którego mieszkańcy i turyści też wrzucają jałmużnę w postaci jedzenia, czyli głównie ryż. Wyczytaliśmy, że przez cały dzień mogą zjeść tylko to co zbiorą rano. Jest coś magicznego w tej ich procesji i w tej ciszy, która temu towarzyszy.

poniedziałek, 11 listopada 2013

A maluch nic

Na początek może parę słów na temat tajfunu Haiyan. No cóż trochę nam drań popsuje pogodę, jutro ma się ochłodzić do 29 stopni i nawet coś wieczorem ma popadać. W sumie to dobrze, bo dzisiaj na łódce to trochę słońce nas spiekło. Jak pisaliśmy wczoraj dzisiaj była wycieczka za około 60 zł od osoby z lokalnego biura podróży, których tu pełno do Buddha Cave, a potem do wodospadów Kuang Si. Bardzo udany dzień. Najpierw był rejs łodzią około 2 godziny w górę rzeki Mekong do jaskiń, gdzie okoliczna ludność od kilkuset lat znosi posągi Buddy. Jest ich tam już ponoć 4 tysiące. Dla samego rejsu po rzece warto, cudowne widoki. Mekong zachwycony Łukaszem, a Łukasz nic sobie z tego nie robił tylko albo spał, albo usiłował za wszelką cenę ugryźć burtę łodzi.

sobota, 9 listopada 2013

Sabaidee Luang Prabang

Sabaidee to po laotańsku cześć. Dokładnie tak z rana przywitaliśmy Luang Prabang gdzie dotarliśmy po 10 h jazdy autobusem, ale o tym za moment. Najpierw mamy jeszcze do nadgonienia dzień wczorajszy, a działo się sporo. Najpierw poznaliśmy uroki przedmieść Vientiane. Wybraliśmy się tam tuk tukiem, żeby zobaczyć Budda Park. Sam park nic specjalnego, trochę wieje tandetą, ale nie spodziewaliśmy się wiele więc nie było zawodu. Jest to teren wielkości boiska gdzie jest kilkadziesiąt rzeźb Buddy i bogów hinduskich.

czwartek, 7 listopada 2013

Towarzysz maluch i otwarte świątynie

Dzisiejszy dzień rozpoczęliśmy zabawnym akcentem odwiedzając Muzeum Narodowe Laotańskiej Republiki Ludowo-Demokratycznej. Sama nazwa zdradza ducha tego miejsca - budynek w opłakanym stanie, zbiory mizerne, ale komunistyczna propaganda na wysokim poziomie. Nadmienimy tylko, że całe piętro było pełne fotografii zasłużonych towarzyszy i był też spory dział na temat walki dzielnego laotańskiego ludu z amerykańskim imperializmem. Nasz faworyt to sprężyna do ćwiczeń jaką używał towarzysz jakiś tam podczas planowania ataków na Amerykanów.

środa, 6 listopada 2013

Śniadanie nad Mekongiem czyli Laos bardziej

Wczoraj nie za wiele się działo. W zasadzie cały dzień albo gdzieś jechaliśmy albo czekaliśmy żeby zacząć jechać. Z Kanchanaburi po zobaczeniu jeszcze niewielkiego muzeum Thailand - Burma Railway Centre, ruszyliśmy do Bangkoku. Minibus (400 bathów za naszą trójkę i bagaże) jechał około 3h,naprawdę spore korki i oczywiście przerwa na tankowanie :-) Potem jeszcze taxi i znaleźliśmy się na dworcu kolejowym w Bangkoku. Tam ciekawostka o 18 zaczęli grać chyba hymn i cały dworzec podniósł się na nogi. Mieliśmy nadzieję, że co godzinę tak się dzieje i nawet przygotowaliśmy aparat, żeby o 19 uwiecznić to zjawisko, ale nic się już nie wydarzyło. Może to tylko raz dziennie nadają.
Z dworca mieliśmy nocny pociąg do Nong Khai czyli do granicy z Laosem. Taka przyjemność w 1 klasie kosztowała nas około 2800 bathów. Polecam stronę seat61.com, gdzie można się dowiedzieć wszystkiego na temat podróżowania koleją i to nie tylko po Tajlandii. Poniżej nasz pociąg i przedział w jakim podróżowaliśmy.