rotating_baner
czwartek, 16 stycznia 2014
Wycieczka do Polski
czwartek, 12 grudnia 2013
Numer jeden
sobota, 7 grudnia 2013
Palmy i choinki
czwartek, 5 grudnia 2013
Z wyspy na wyspę
niedziela, 1 grudnia 2013
Polski film
sobota, 30 listopada 2013
Ko Hong i nowa miłość
piątek, 29 listopada 2013
A w Krabi Tajki to gryzą
czwartek, 28 listopada 2013
Aż poleje się krew czyli las deszczowy
środa, 27 listopada 2013
Przygoda, przygoda każdej chwili szkoda
Do Sura Tani dotarliśmy około 16. Słyszeliśmy trochę i czytaliśmy, że w Tajlandii to chcą oszukać i oskubać turystę na każdym kroku. Już mieliśmy dementować te historie i włożyć je między bajki, bo w sumie przez prawie miesiąc z niczym takim się nie spotkaliśmy, aż do dzisiaj w Sura Tani. Najpierw autobus z promu wysadził nas z 5km przed miastem, czyli byliśmy skazani na jakiegoś taksówkarza. On oczywiście nie podwiózł nas na dworzec autobusowy, ale do znajomej agencji. Nie omieszkał pomylić się na naszą niekorzyść wydając resztę. W tej agencji chcieli nam wcisnąć dwa razy droższy transport do Khao Sok. Na szczęście dworzec nie był daleko i szybko kupiliśmy odpowiednie bilety. Tutaj zresztą też trzeba było być czujnym bo chcieli żebyśmy za Łukasza też zapłacili. Chwilę później baba w knajpie na dworcu chciała nam policzyć dwa razy więcej za obiad. Trochę to żenujące jak co chwilę chcą Cię oskubać i trzeba się o swoje wykłucać. Rada: w Sura Tani bardzo ostrożnie.
Na miejsce dotarliśmy późno bo dopiero około 20,nocleg jest fantastyczny, chyba najlepszy jaki mieliśmy do tej pory. Nie mamy żadnych nowych zdjęć z dzisiaj, więc poniżej trochę z wczoraj.
poniedziałek, 25 listopada 2013
Banan w ręku i na twarzy
sobota, 23 listopada 2013
Psiejsko nie-czarodziejsko
Jesteśmy na Kho Tao to dobra wieść. Miało być słonecznie rajsko i psiejsko czarodziejsko, a nie jest, przynajmniej dzisiaj. Od rana za oknem pada deszcz i to czasem dość intensywnie. Podróż autobusem do Chumphon minęła szybko i dość komfortowo. Tam mieliśmy przesiadkę na "hi speed catamaran" i zaczęły się schody. Najpierw z 45 minut nie wypuszczali nas z autokaru, potem z godzinę jak nie lepiej czekaliśmy, aż zatankują naszą łódź. W momencie jak planowo mieliśmy dopłynąć do celu to my dopiero ruszyliśmy. Trzeba przyznać, że nasz katamaran to faktycznie był "hi speed", pędziliśmy z 30-35 węzłów jak nic. Problem był natomiast taki, że morze było dość konkretnie wzburzone i na tej łodzi prawie wszyscy dostali choroby morskiej, łącznie z niektórymi osobami z załogi. Było ciężko, Łukasz na szczęście połowę drogi przespał, a potem był bardzo dzielny. Od poniedziałku pogoda ma już być dobra, więc mamy nadzieję, że powrót z Kho Tao już nie będzie taki fatalny.
Na Kho Tao jak na razie to byliśmy się przejść kawałek i coś zjeść w tajskiej knajpie. Żarcie wyśmienite, jest trochę drożej niż na lądzie. Hotel Amonrada House taki sobie niestety. Za oknem mamy widok na budowę. Pokój ok, trochę mały, ale jest czysto. Poniżej trochę zdjęć z portu gdzie wsiadaliśmy na łódź.
