Kierownik wycieczki lub jak kto woli Filip właśnie się obudził. Dochodzi 18, stoimy w gigantycznym korku. Nawigacja mówi: za 20 minut będziecie na miejscu, w końcu to tylko 15 km. Terefere, jedziemy ślimaczym tempem, co chwila stojąc na światłach. Na tylnim siedzeniu Filip rozpoczyna lament. Nie da rady dalej, trzeba się zatrzymać. Pół godziny wytchnienia na przydrożnej stacji benzynowej i ruszamy dalej. Wiele nie pomogło, kierownik protestuje jakby przerwy wcale nie było. Kiedy wreszcie dotrzemy do naszego noclegu?
Nasza przygoda z Sydney wcale nie zaczęła się dobrze, najpierw koszmarny korek, a na drugi dzień zaliczamy wizytę u lekarza. Filip w nocy dostaje wysokiej gorączki. Poza tym żadnych objawów. Jak się okazuje później nasz najmłodszy podłapał gdzieś tzw. trzydniówkę (niegroźna choroba wirusowa) czyli trzy doby wysokiej gorączki, potem przychodzi wysypka na całym ciele, która trwa może dwanaście godzin. W końcu jednak ruszamy zobaczyć jedno z najbardziej wyczekiwanych miast podczas naszej podróży. Zobaczcie jak poradziliśmy sobie z Sydney.