rotating_baner

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bangkok. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bangkok. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 27 września 2016

Podsumowanie cz.1

Nadszedł w końcu czas na jeden z najważniejszych wpisów na blogu. Spróbujemy podjąć wyzwanie i dokonać podsumowania naszego wyjazdu życia. Co prawda jeszcze cała Indonezja została nam do opisania, ale chyba możemy zrobić mały wyjątek. Na Indonezję przyjedzie jeszcze czas. Zwłaszcza, że mimo kilku minusów Indonezja okazała się krajem, który ma bardzo wiele do zaoferowania i na pewno jest warta opisania. A tymczasem zapraszamy wszystkich na pierwszą część podsumowania naszego 5-miesięcznego wyjazdu z dwoma maluchami.

Hobbiton - nie można tam nie pójść będąc w Nowej Zelandii

czwartek, 16 stycznia 2014

Wycieczka do Polski

Od wczoraj jesteśmy z powrotem w naszym ulubionym mieście czyli w Bangkoku. Coś tutaj jest takiego, że chce się tu wracać. Nie wiemy co, może w naszym przypadku jest tak, że z tym miastem wiążą nas silne emocje. Tutaj zaczęliśmy naszą przygodę z Azją i tutaj ją zakończymy. Żartowaliśmy sobie, że jutro lecimy na małą wycieczkę do Polski. Tak na niezbyt długo i rychło tu powrócimy. Z Siem Reap do Bangkoku lecieliśmy z Air Asia. To niskokosztowa linia lotnicza, która w 2013 roku po raz kolejny została wybrana najlepszą budżetową linią świata. Coś w tym jest. Ryanair powinien się sporo jeszcze nauczyć. Chociaż zaliczyli jedną poważną wpadkę. Wózek dla Łukasza oddali nam dopiero na taśmie z bagażami, a nie jak to zawsze było zaraz po wyjściu z samolotu. Niby nic, ale lotnisko w Bangkoku do małych nie należy i przez ten cały czas trzeba było Łukasza na rękach nosić. Nasz pobyt tutaj zaczął się mała perturbacją. Przez protesty nie mogliśmy podjechać pod nasz hotel New Siam, który jest niedaleko Khao San w bardzo fajnej ulicy. Gorąco polecamy. Protestujący bardzo mili, puścili naszą taksówkę jak najbliżej się dało. Potem trzeba było iść pieszo. Na szczęście nie daleko.

piątek, 22 listopada 2013

Bangkok i leniwy taksówkarz No Go

Wpis będzie krótki, niewiele się dzisiaj działo, więc i pisać nie ma za bardzo o czym. Tak po prawdzie to działo się bardzo dużo bo w końcu sam przyjazd do Bangkoku to jest już niesamowite przeżycie, a nie mówiąc też o spacerze po uliczkach przy Khao San, ale wszystko to czyli całe to zachłyśnięcie tym szalonym miastem mamy już za sobą. Byliśmy tu przecież 4 tygodnie temu, więc teraz będzie tym co jest nowe dla nas. Na początku spotkaliśmy się ze zjawiskiem leniwych taksówkarzy. Z Ayutthaii dostaliśmy się do Bangkoku w okolice Victory Monumentu. Plan był prosty stamtąd bierzemy taksówkę i chwilę później cieszymy się wolną chwilą w hotelu. Jak tylko jakiś taksówkarz dowiedział się gdzie chcemy jechać to albo udawał że nie wie gdzie to jest albo kończył rozmowę stwierdzeniem "no go". No i tyle, nic nie zrobisz. Dopiero 8 czy 10 taksówkarz zgodził się pojechać. O włączenie taksometru nawet się nie kłóciliśmy. Pojechaliśmy cali szczęśliwi za uzgodnioną stawkę czyli około 15 zł. Korki były dość spore i chyba dlatego nie chciało im się jechać tam gdzie mówiliśmy. Śpimy tym razem w New Siam, trochę bliżej Khao San niż ostatnio, bardzo fajna lokalizacja. Hotel widać swoje już przeszedł i nowy nie jest, ale jest czysto i na jedną noc jak znalazł. Zrobiliśmy sobie dzisiaj też szybką wycieczkę do dzielnicy wieżowców, z nadzieją, że obejrzymy panoramę miasta z dachu prawie 300 metrowego State Tower. Niestety po wjechaniu windą na 64 piętro pocałowaliśmy klamkę. Z plecakiem, w krótkich spodenkach i sandałach nie bardzo chcieli nas tam widzieć. Na pocieszenie mamy zdjęcie przez szybę i ujęcie na wieżowce z pokładu tramwaju wodnego.

piątek, 1 listopada 2013

Maluch I pływajacy targ

Dzisiaj dzień zaczęliśmy wcześnie od wycieczki fakultatywnej do Damnoen Saduak na pływający targ. Cena 35 zł od osoby, jakieś 2h busem, na miejscu też około 2h i powrót. Targ fajny chociaż mocno turystyczny, ponoć trzeba tam zostać na noc i iść na niego wcześnie rano żeby zdążyć przed tłumem i poczuć klimat.

czwartek, 31 października 2013

Bangkok dzień 3

Dzisiaj maluch dzielnie zwiedzał muzeum narodowe, które wzięliśmy na cel tego dnia jako pierwsze. Oczywiście świtkiem jakoś koło południa. Maluch jak zwykle czarował wszystkie tajki z obsługi. Muzeum trochę trąci myszką, ale jest kilka eksponatów wartych zobaczenia jak choćby ogromne królewskie wozy ceremonialne czy ażurowo rzeźbione ciosy słoni.

środa, 30 października 2013

Wielki Pałac, Wat Pho i nieporozumienie zwane Khao San

Wielki Pałac dzisiaj nas dosłownie zmiażdżył. Czegoś tak pięknego i niesamowitego jeszcze nie widzieliśmy. Szkoda tylko że takie dzikie tłumy. Nie bez przyczyny jest to atrakcja turystyczna tego miasta nr jeden. Czasem naprawdę trudno zrobić zdjęcie. Aha no i upał chwilami nieznośny. Dobrze, że tak około południa chmury przykryły słońce, trochę ulżyło.

wtorek, 29 października 2013

Bangkok spotyka malucha

Dzisiaj minął dzień pierwszy w Bangkoku. Jak na razie wszystko idzie jak po sznurku, za wyjątkiem jetlaga, który dopadł nas pełna mocą. W samolocie Łukasz nie bardzo chciał zasnąć więc i my za bardzo nie daliśmy rady. Efekt do 15 spaliśmy w hotelu zamiast poznawać Bangkok. W końcu wieczorem poszliśmy złapać boat express i ruszyliśmy do Chinatown.
Wielki bazar i sporo dziwnych rzeczy do spróbowania. Oczywiście zakupiliśmy duriana, żeby zobaczyć co to za smaczny owo i wrażenia jak najbardziej pozytywne. Specjalnie to nie śmierdzi a w smaku naprawdę intrygujący. Spróbowalismy tez zupy ze straganu, ale nas nie porwała smakiem.